Na krótkich dystansach (tak 2-3 km) ubiór praktycznie nie ma znaczenia. Cokolwiek masz na sobie, dojedziesz tam, gdzie chcesz. Przy dłuższych dystansach warto pomyśleć o wygodzie i komforcie.
koszulka
- zamiast bawełnianego t-shirta, załóż jakąś "oddychającą" koszulkę. T-shirty są fajne, ale jeśli się spocisz, masz pewność "mokrej szmaty" na plecach. W sklepach są duże ilości bielizny i ubrań "oddychających", niekoniecznie musi to być typowa bluza kolarska.
Tak czy siak, jeśli się pocisz - warto mieć na przebranie drugą koszulkę. Prosty schemat: dojeżdżasz do pracy, przebierasz się w toalecie w świeży ciuch, jest ok.
spodnie
Wygodne są spodnie kolarskie (długie lub krótkie, przylegające, zależnie od temperatury). Niezły patent na nieco chłodniejsze dni to spodnie za kolano (3/4), by sobie nie wychłodzić stawów. Ważne, aby te na dłuższe dojazdy miały pampersa (pieluchę, gąbkę) w środku.
Można też kupić wyglądające jak "cywilne", luźne, krótkie spodnie z pampersem.
Być może nie chcemy szokować otoczenia naszym sportowym wyglądem ;) i wolimy zwykłe spodnie - parę uwag:
długie spodnie
Jeśli spodnie są szerokie u dołu, prawa nogawka uwielbia wkręcać się i brudzić od łańcucha (kobiety mogą założyć "rurki" i zapomnieć o problemie). Jest na to parę patentów:
opaska - rzep - za 10-15 zł można taką opaskę kupić w sklepach rowerowych. Dodatkową zaletą jest jej odblaskowość (dobre opaski za 15 zł bywają w Decathlonie)
podwiń to sam - nogawkę można po prostu podwinąć. Proste, nie? Pomysł świetny zwłaszcza, gdy jest ciepło.
gumka recepturka - jak jest chłodno, a nie mamy rzepa, to dobry kompromis między potrzebą i wygodą ;)
ściskacz do papieru - takie metalowe, czarne, bardzo tanie (30 groszy) z przekręcanymi szarymi drucikami, które ułatwiają odpinanie i zapinanie spinacza. Można tym spinać nogawki zamiast tradycyjnym spinaczem do bielizny. Lepiej trzyma, a jak ktoś ma jakieś problemy z nogą (np. pooperacyjne), to dodatkowo nie ściska ani nie obciera skóry nogi jak opaski (nogawka jest zwężona, ale nie dociśnięta).
spódnice
Sporo dziewczyn jeździ też w spódnicach. To naprawdę świetnie wygląda. Prosimy o uwagi odnośnie tego typu ubierania się.
Pada deszcz
Deszcz potrafi wystraszyć, ale w końcu to tylko zwykła woda!
Jak się zastanowimy, to podczas deszczu mokniemy od:
* deszczu właściwego (czyli ten z góry :) - zabezpieczy nas peleryna, wiatrówka
* jesteśmy ochlapywani przez samochody (leci na nas z boku, albo w postaci mgły za ciężarówkami) - zabezpieczą nas spodnie, jasne okulary, wybór trasy /boczne drogi, nowe nawierzchnie/, jazda chodnikiem
* ochlapywanie przez koła roweru (kiepskie błotniki lub ich brak, deszcz z dołu i od pleców) - trzeba powolutku jechać, albo po prostu kupić porządne błotniki.
To może przeczekać?
Jeśli to wiosenno-letnia burza, intensywna nawałnica - najprościej przeczekać. W czasie dużej ulewy całe ulice zamieniają się w potoki. Mamy szanse zaliczyć wszystkie dziury, wystające studzienki. Intensywny opad zazwyczaj słabnie po parunastu minutach. Może jednak przejść w ciągły deszcz. Co wtedy?
Jedziemy!
Peleryna-poncho
Proste rozwiązanie na niedużą prędkość to peleryna typu poncho.
Zalety:
* tanie (w marketach można kupić już za 15-25 zł)
* chroni górę i nogi (nie mokną nam spodnie)
* łatwe do ubrania - po prostu zakładamy na siebie taką pelerynę i jedziemy dalej
* "powiększa nas optycznie" - dzięki temu samochody mijają nas nieco szerzej
* złożona zajmuje niewiele miejsca
Wady:
* nie da się szybko jechać
* nie chroni przed pryskaniem przez samochody
* nie chroni przed chlapaniem przez koła
* może ograniczać widoczność na boki, może utrudniać sygnalizowanie skrętów, niepraktyczna przy silniejszym wietrze
Podsumowanie:
Masz rower miejski, po prostu chcesz dojechać w deszczu - taka peleryna powinna ci wystarczyć. Po złożeniu zajmuje niewiele miejsca, można ją zawsze wozić ze sobą.
Peleryna-wiatrówka
Zwykła nieprzemakalna peleryna-wiatrówka. Na rower dobre będą zwłaszcza takie z przedłużonym tyłem, w jaskrawych kolorach.
Ich podstawową wadą jest brak ochrony nóg/spodni. Ciepły letni deszcz nie jest to problemem, jednak w chłodne dni... brrr!
spodnie
Kompromis między wygodą i ceną stanowią ortalionowe-nylonowe spodnie (od ~50 zł w górę), nieprzemakalne ale i też nieoddychające. W razie opadów nie zmokniemy od samego deszczu, ale możemy być wilgotni od... własnego potu. Takie spodnie sprawdzają się przy temperaturach ujemnych.
Droższym rozwiązaniem są spodnie nieprzemakalne, ale oddychające. Szukaj ich w sklepach ze sprzętem turystycznym. Ważne, aby nie były grube, bo i tak się w nich zapocisz. Dobrze, gdy da się je szybko założyć bez zdjemowania butów (np. rozpinane z boku).
Ogólnie - przy temperaturze wyższej niż 10C nawet dobrze oddychające, nieprzemakalne spodnie mogą nie poradzić sobie z wydzielaną przez ludzkie ciało wilgocią.
Przetestowanym patentem na długi, lekki deszcz są też wąskie ale nie przylegające ściśle dość grube spodnie z
polaru (czasem są np. w Decathlonie) - w czasie deszczu co prawda wilgotnieją na wierzchu, ale równocześnie dają bardzo dobrą oddychalność skórze i zapewniają ciepło.